~ 5 lat wcześniej ~
~ Narracja bezosobowa ~
Już jako czternastoletnia pół faerie Eris była bardzo inteligentna i sprytna.
Potrafiła idealnie rzucać nożami, robić potrójne salto w powietrzu i strzelać z łuku na odległość 200 metrów, jednocześnie trafiając w środek tarczy.
Możliwe , że do tego przyczynił się wielki nocny łowca jakim był Valentine Morgenstern, który zaczął trenować swoją córkę w wieku 8 lat .
Niestety nie wyuczył jej, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
Pewnego dnia czternastolatka postanowiła dowiedzieć się , co ojciec przed nią ukrywa.
Nie raz zakazywał jej , żeby nigdy nie wchodziła do jego gabinetu. Jednak to jeszcze bardziej podsyciło ciekawość Eris.
Tak więc, jak tylko Valentine wyszedł w "ważnej sprawie" , blondynka dała nura do gabinetu ojca. Najbardziej rzuciło jej się w oczy to książka oprawiona w brązową skórę.
Gdy go otworzyła, nie spodziewała się co morze być w środku.
~ Notka z dziennika ~
Jocelyn coraz bardziej się ode mnie oddala. Mimo że jej już drugi raz w ciąży. Boje się jej powiedzieć o tym , nasz pierworodny ma w sobie krew demona, zwaszcza , że teraz muszę się zająć moją córką...
Więcej nie chciała czytać. To był dla niej wstrząs. Siedziała tak jeszcze dziesięć minut po czym postanowiła się ulotnić. Nie raz szperała w rzeczach ojca dzięki czemu dowiedziała się, że na przykład :
- Ojciec posiada laboratorium.
- Ma w sobie nie tylko krew anioła , ale też demona, co spowodowało, że posiada moce.
Nie zbaczając z tematu, musiała się ulotnić.
Gdy już zamykała gabinet , Valentine szybciej wrócił, by zdąrzyć spotkać się z dawnym przyjacielem - Emil'em Blackwell'em.
Nie uszło jego uwadze mała blond dziewczynka zamykająca JEGO gabinet.Przecież jej zakazywŁ tam wchodzić ! Musi być kara, taka , by zapamiętała ją do końca życia.
A co by było gdyby Jocelyn nie uciekła tylko z Clary ... ale także z Jonathanem ? A gdyby nie tylko Jonathan miał w sobie krew demona .... ale i trzecie dziecko Valentine'a ?
wtorek, 22 listopada 2016
Rozdział 5 część I
~ Clary ~
A więc to jednak prawda.
- M-mamo ...?
- Tak bardzo pragnęłam was odizolować od tego świata, a teraz to nawet ode mnie się wszystkiego nie dowiedziałaś. A ty się zmieniłeś Hodge !
- Ty Joc nic a nic.
Dwadzieścia lat...
Boże mam taki wielki mętlik. Zaraz mi głowa wybuchnie !
- Mamo , czy t-ty naprawdę j-jesteś ... NOCNYM ŁOWCĄ ?
Moja mama teraz wywiercała mi dziurę w głowie. Nic nie mogłam odczytać z jej wyrazu twarzy.
- A ty Luke ? Ty też ?
- Clary, kiedyś nim byłem... To długa historia...
- To kim jesteś ?
Milczał po czym wypowiedział słowa , które podpaliły laski dynamitu w mojej głowie:
- Jestem wilkołakiem.
~ Eris ~

A więc to jednak prawda.
- M-mamo ...?
- Tak bardzo pragnęłam was odizolować od tego świata, a teraz to nawet ode mnie się wszystkiego nie dowiedziałaś. A ty się zmieniłeś Hodge !
- Ty Joc nic a nic.
Dwadzieścia lat...
Boże mam taki wielki mętlik. Zaraz mi głowa wybuchnie !
- Mamo , czy t-ty naprawdę j-jesteś ... NOCNYM ŁOWCĄ ?
Moja mama teraz wywiercała mi dziurę w głowie. Nic nie mogłam odczytać z jej wyrazu twarzy.
- A ty Luke ? Ty też ?
- Clary, kiedyś nim byłem... To długa historia...
- To kim jesteś ?
Milczał po czym wypowiedział słowa , które podpaliły laski dynamitu w mojej głowie:
- Jestem wilkołakiem.
Już nic więcej nie widziałam. Nastała ciemność.
~ Eris ~
Właśnie skończyłam uczenie się, jak odpowiednio cieniować szkice.
Odkąd odkryłam czym się zajmuję moja "siostrzyczka" pragnę być lepsza. W każdym calu. Uwielbiam być najlepsza, najzdolniejsza najładniejsza... Co ja mówię, Najpiękniejsza !
Siedzenie nad tym 3 godziny opłacało się.
A zapomniałam się pochwalić skąd wiem , że Clarissa umie rysować. Wysłałam na nią demony szpiegujące, a później kazałam eidolon'owi ją porwać, lecz nie zrobić jej przy tym krzywdy. Chcę ją w końcu poznać. Niestety mój plan się nie udał bo jakiś nocny łowca musiał, no po prostu cholernie mu się chciało go zabić. Nie przeżyłby , gdyby go nie zabił ( czujecie ten sarkazm?) .
Mój plan był bardzo prosty.
1. Odnaleźć moją siostrę i brata.
2. Porwać Clarissę.
3. Śledzić Jonathan'a.
4. Porwać mojego brata.
5. Przedstawienie się im, opowiedzenie o wszystkim, poznanie ich.
6. Wypuszczenie ich, jednocześnie kontaktując się z nimi.
Wiem szósty punkt trochę dziwny, ale nie chciałabym , żeby ojciec się dowiedział, że w ogóle o nich wiem. Byłby wściekły. I dostałabym kolejne baty.
Wspominałam już o karach Valentine'a ? Nie ?
Oto one :
Nieposłuszeństwo - kijem po plecach
sprzeciwianie się - brak jedzenia na dwa dni
Ciekawość ( moja "wada" ) - - pięć batów w plecy.
Spiskowanie za jego plecami - śmierć.
Już raz dostałam batem To było pięć lat temu ...
Postacie Cdn...

Eris Seraphina Morgenstern (lat 19)
Rodzice : Królowa Faerie I Valentine Morgenstern
Rodzeństwo (przyrodnie): Clary i Jonathan Morgenstern (Fray)
Gdy
Jocelyn była w ciąży z Jonathanem Valentine chciał mieć sojusz z
Faerie, przy okazji posiadania potężnego dziecka. Valentine zapłodnił
Królową zdobywając wojowniczkę, a zarazem wieczny pakt z Faerie.Eris jest pewna siebie, nieprzewidywalna,
lubi być chamska, złosliwa i wygrywać. Według jej ojca jej najgorsza wada to ciekawosć.
Jest
pół faerie pół nefilim. ,gdy była mała ojciec wstrzykiwał jej krew demona dzięki czemu posiada nadprzyrodzone moce . Przez przypadek
dowiedziała się że ma rodzeństwo, lecz Ojciec nic nie wie o jej odkryciu.Clarissa Adele Morgernstern (lat 17 )
Rodzice: Jocelyn Fray I Valentine Morgentern
Rodzeństwo : Jonathan Christopher Morgernstern I (siostra przyrodnia) Eris Seraphina Morgernstern.
Clary jest miłą , przyjacielską osobą. Jest bardzo wrażliwa, ale ma niewyparzony język. W ważnych sprawach staje się zdeterminowana i odważna. Jest strasznie uparta, a za rodzinę oddałaby życie.
Isabelle Lighwood ( lat 17)
Rodzice Maryse Trueblood Lightwood I Robert Lighwood
Rodzeństwo : Alec Lighwood I Max Lighwood
Zdeterminowana, odważna uwielbia łączyć modę z walką. Gdy się ją lepiej pozna, można spostrzec, że jest inteligentną , miłą , przyjacielską i upartą osobą.Szybko ją zirytować i wkurzyć. Nie umie gotować. W ogóle.
To nie rozdział.
przepraszam wszystkich że nie ma rozdziałów .
przedwczoraj miały urodziny moje rodzeństwo (bliźniaki 😍) , a Alicja moja siostra miała jelitówkę, i się nabawiłam.możecie nie wierzyć ale tak jest. Dlatego będą trochę krótsze. Jeszcze raz przepraszam.
przedwczoraj miały urodziny moje rodzeństwo (bliźniaki 😍) , a Alicja moja siostra miała jelitówkę, i się nabawiłam.możecie nie wierzyć ale tak jest. Dlatego będą trochę krótsze. Jeszcze raz przepraszam.
niedziela, 6 listopada 2016
sobota, 5 listopada 2016
Rozdział 4 II część
~ Clary ~
Szliśmy wspaniałym korytarzem pełnych obrazach. Izzy mi powiedziała, że wszystkie pomieszczenia są zasilane runicznymi kamieniami ( What this !? ), dzięki czemu jest energia w całym Instytucie. Wciąż nie mogę uwierzyć że to wszystko dzieje się naprawdę. Anioły , demony, wilkołaki , wampiry...
- Już jesteśmy - z rozmyślań wyrwał mnie głos brunetki.
Staliśmy przed pięknymi drewnianymi drzwiami z dwoma skrzydłami. Isabelle lekko naparła na nie , by je uchylić.
A tego co było za zdobionym skrzydłem się nie spodziewałam.
Pomieszczenie było wielkości połowy St.Xavier*. Wszędzie mieściły się książki. Z pięter naliczyłam 7. Pod panoramicznym oknem mieściło się dębowe biurko za którym zasiadał mężczyzna na ok. 50 lat, szpakowate włosy , a wszystko dopełniał popielaty garnitur.
- To jest Hodge - Szepnęła brunetka.
Koło zabytkowego birka stał dwumetrowy posąg anioła trzymającego w dłoni kielich i miecz.
Razem z Isabelle zeszliśmy po schodkach prosto do celu naszej wycieczki.
- A więc to nasza śpiąca królewna. Sądziłam że będzie trochę .. - Dziewczyna o blond włosach do ramion i piwnych wchodzących w brązowy kolor www oczach patrzyła się na mnie jak na zarazę - .. ładniejsza ?
- Zazdrościsz , że raz w życiu nie jesteś w centrum uwagi?
- Przestańcie - przemówił siwiec - Isabelle , Victoria , możecie już iść.
- Co ?! Przecież...
- Przecież co ?
Iz fuknęła niezrozumiale i poszła.
- Mam nadzieję, że długo tu nie zabawisz , rudzielcu - Victoria przez chwilę sztyletowała mnie wzrokiem po czym dumnie i z gracją kota wyszła.
- Przepraszam za Vee , ona zawsze jest wrogo do wszystkich nastawiona. Widzi w tobie zagrożenie , bo nie jest w centrum , i Jace jeszcze bardziej zaczął ją lekceważyć. Ze względu na ciebie.
- Mnie ? - spytałam zdezorientowana.
- Wypytywał się o ciebie... Ale to nie jest ważne - wywiercał swym spojrzeniem moją twarz - jesteś strasznie podobna do Jocelyn...
- Skąd pan zna moją mamę ?! - stałam się lekko przestraszona.
Na twarzy Hodge'a pojawiło się zdziwienie, przerażenie , i ... nadzieję ?
- A więc naprawdę uciekła ... Też bym po tym wszystkim uciekł - skąd on zna moją mamę ?...
- Skąd pan ją zna ?! Co się tu dzieje ?! ...
- Clary , spokojnie , wszystko ci opowiem. - Dopiero z bliska spostrzegłam wielką sztamę przecinającą lewą (?) stronę jego twarzy.Ten człowiek wydawał się wart mojego zaufania... Ale czy na pewno człowiek ?
- Czekam - powiedziałam siadają na bardzo wygodnym fotelu.
- A więc tak. Na pewno się zastanawiasz kim jesteśmy . - bardziej stwierdził niż zapytał.
- ...Tak ? - Niepewnie zapytałam ?
- A więc zacznę od początku. Ponad tysiąc lat temu na ziemi panował zamęt spowodowany demonami. Wtedy to Jonathan , pierwszy Nocny Łowca wezwał anioła Razjela prosząc go o pomoc. Anioł dał kielich który był napełniony jego krwią, dzięki której każdy kto z niego wypije stanie się pół aniołem, miecz który sprawia że ten kto trzyma rękojeść mówi samą prawdę choćby tego nie chciał i lustro - Jezioro Lynn z którego ten kto spróbuję wody, umrze rychłą śmiercią.
W tej chwili mam duży, duży mętlik !
- Rodzinny kraj nocnych łowców to Idris, a stolicą jest Alicante. Świat nocnych łowców nazywamy światem cieni.
- A co pan miał na myśli mówiąc,, Ja też bym po tym wszystkim uciekł " ?- Coraz większy miałam mętlik w głowie.
- Nie wiem czy powinienem był ci powiedzieć ... Twoja mama powinna Ci wszystko opowiedzieć. - dostrzegłam błysk współczucia w jego oczach. - I mów mi po imieniu, czyli Hodge. Hodge Starkweather. Gdy mi mówią per pan, czuje się starzej.
- Dobrze , Hodge. Proszę opowiedz mi. Cały ten czas byłam okłamywana przez moją mamę. Chcę poznać prawdę.
Błagam Hodge.
- No dobrze. Lepiej usiądź, jeszcze zemdlejesz.
Posłusznie usiadłam.
- Chcesz herbaty ?
- Tak. Dziękuję. - Dostałam herbatkę ziołową już po minucie.
- Zacznijmy od początku.
Już za młodu Jocelyn była zakochana w Valentine'ie. Dlatego w wieku 19 lat za niego wyszła. Joc nie nie zauważała jego , jak Valentine pragnął unicestwić Clave i podziemnych. Clave to coś w rodzaju... Szefów nocnych łowców . Clave obejmuje między innymi Konklawe ze wszystkich stron świata , konsul i przedstawiciele podziemnych - czarowników, faerie czyli wróżki i tym podobne , wilkołaki i wampiry. Nie zbaczając z tematu, Valentine chciał ich wszystkich zmieść z powierzchni ziemi. Uważał, że nocni łowcy są najważniejsi i są " królami" ziemi, a podziemni są tylko skazą. Tymczasem ona kilka miesięcy później zaszła w ciążę. A zgadnij kto był w łonie twej matki ?
- Jonathan...?
- Jonathan Christopher Morgenstern. Teraz to Fray. Tak ?
- Mhm.
- No dobrze. Podczas gdy twoja matka była w ciąży trzy miesiące, Valentine chciał zyskać rozejm z faerie. Wiedział, że wstrzykując Joc krew demona, tworzy potwora ze swojego dziecka, więc postanowił zapłodnić królową faerie, czym zyskał nie tylko wieczny rozejm, ale także silnego potomka.
- Moja mama o tym nie wiedziała? - Byłam zszokowana. Możliwe że mam przyrodnie rodzeństwo ?! Na dodatek starsze ?! A mama się na to godziła ?! I jeszcze na dodatek tego John miał w sobie krew demonów ?!
- Właśnie że nie wiedziała. Jocelyn żyła z nim nieświadoma zdrady Val'a. Gdy urodził się Jonathan, dwa miesiące później przyszła na świat córka Królowej i Morgensterna. Gdy twój brat miał pięć miesięcy, Joc ponownie zaszła w ciążę. Tym razem z tobą. W pierwszym miesiącu ciąży, twoja matka zauważyła zmianę w zachowaniu swojego męża. Krzyczał na nią, nie chciał jej dotykać, ani z nią nie rozmawiał jak na początku, późnymi porami wracał do domu. Raz się zakradła do piwnicy gdzie miał swoje własne laboratorium. Gdy tam weszła spostrzegła różne fiolki z miksturami, krew wampirów, wilkołaków i innych podziemnych. Miał także przykutego anioła do ściany. Wyglądał jak trup. Siedział w jednej pozycji, czyli podkulone nogi i schowane tam ręce i głowa. Skrzydła przestały być tak wyraziste i nieludzko piękne. Były wielkie i szarawe, brudne. Na osobnej półce były słoiki z krwią anioła i demonów. W biurku znalazła dziennik w którym znalazła notatki wykazujące jakie postępy robiła jego córka i swój pierworodny. Wtedy wszystko odkryła. Zdradę i jego plany. Dowiedziała się , że jej syn miał w sobie krew demona, a jej wstrzykiwał krew anioła, tak ja Celine, przyjaciółce Joc.
Gdy uciekła Valentine powiedział że umarła na polowaniu razem z tobą, a Jonathan został porwany, wywieziony do lasu i umarł na zimnie.
Słuchałam tego wszystkiego i nie mogłam się nadziwić. W sumie ja też bym uciekła od ... mojego ... OJCA. Boże, gdyby ktoś mi to powiedział tydzień temu wyśmiałabym go. A teraz ? Próbuję to sobie poukładać w głowie.
- Jak się nazywa moja przyrodnia siostra?
- ERIS.
Eris , Eris , Eris..... Już wiem ! W mitologii greckiej bogini zła, chaosu i niezgody.
- .... A skąd pan to wie ?
- Jocelyn była moją byłą uczennicą. Jedną z najlepszych uczennic jakie miałem razem z Celine i Stephen'em Herondale'ami, Valentine'm, i Maryse z Robertem Lighwood'ami. Byłem z nią blisko, taki starszy przyjaciel , któremu wszystko można wyznać.
- Mogę wrócić do domu ?
Hodge zamyślił się po czym powiedział słowa które utkwiły mi w pamięci :
- Jesteś nocną łowczynią, jak twoja matka. Chciałbym abyś rozpoczęła naukę jako nefilim. A także chciałbym spotkać twoją matkę. Nie widziałem jej dwadzieścia lat... - Nie dokończył , ponieważ w drzwiach biblioteki pojawiła się moja mama z Luke'iem.
- Oh córciu, tak żałuję, że nie ode mnie się wszystkiego dowiedziałaś.
Ta dam !! Oto kolejnya część tego rozdziału. Moji kochani nocni łowcy, niedługo zobaczycie perspektywę ........ Eris. !! ( Też was kocham ❤ ) To ... Na razie 🙋:***
Szliśmy wspaniałym korytarzem pełnych obrazach. Izzy mi powiedziała, że wszystkie pomieszczenia są zasilane runicznymi kamieniami ( What this !? ), dzięki czemu jest energia w całym Instytucie. Wciąż nie mogę uwierzyć że to wszystko dzieje się naprawdę. Anioły , demony, wilkołaki , wampiry...
- Już jesteśmy - z rozmyślań wyrwał mnie głos brunetki.
Staliśmy przed pięknymi drewnianymi drzwiami z dwoma skrzydłami. Isabelle lekko naparła na nie , by je uchylić.
A tego co było za zdobionym skrzydłem się nie spodziewałam.
Pomieszczenie było wielkości połowy St.Xavier*. Wszędzie mieściły się książki. Z pięter naliczyłam 7. Pod panoramicznym oknem mieściło się dębowe biurko za którym zasiadał mężczyzna na ok. 50 lat, szpakowate włosy , a wszystko dopełniał popielaty garnitur.
- To jest Hodge - Szepnęła brunetka.
Koło zabytkowego birka stał dwumetrowy posąg anioła trzymającego w dłoni kielich i miecz.
Razem z Isabelle zeszliśmy po schodkach prosto do celu naszej wycieczki.
- A więc to nasza śpiąca królewna. Sądziłam że będzie trochę .. - Dziewczyna o blond włosach do ramion i piwnych wchodzących w brązowy kolor www oczach patrzyła się na mnie jak na zarazę - .. ładniejsza ?
- Zazdrościsz , że raz w życiu nie jesteś w centrum uwagi?
- Przestańcie - przemówił siwiec - Isabelle , Victoria , możecie już iść.
- Co ?! Przecież...
- Przecież co ?
Iz fuknęła niezrozumiale i poszła.
- Mam nadzieję, że długo tu nie zabawisz , rudzielcu - Victoria przez chwilę sztyletowała mnie wzrokiem po czym dumnie i z gracją kota wyszła.
- Przepraszam za Vee , ona zawsze jest wrogo do wszystkich nastawiona. Widzi w tobie zagrożenie , bo nie jest w centrum , i Jace jeszcze bardziej zaczął ją lekceważyć. Ze względu na ciebie.
- Mnie ? - spytałam zdezorientowana.
- Wypytywał się o ciebie... Ale to nie jest ważne - wywiercał swym spojrzeniem moją twarz - jesteś strasznie podobna do Jocelyn...
- Skąd pan zna moją mamę ?! - stałam się lekko przestraszona.
Na twarzy Hodge'a pojawiło się zdziwienie, przerażenie , i ... nadzieję ?
- A więc naprawdę uciekła ... Też bym po tym wszystkim uciekł - skąd on zna moją mamę ?...
- Skąd pan ją zna ?! Co się tu dzieje ?! ...
- Clary , spokojnie , wszystko ci opowiem. - Dopiero z bliska spostrzegłam wielką sztamę przecinającą lewą (?) stronę jego twarzy.Ten człowiek wydawał się wart mojego zaufania... Ale czy na pewno człowiek ?
- Czekam - powiedziałam siadają na bardzo wygodnym fotelu.
- A więc tak. Na pewno się zastanawiasz kim jesteśmy . - bardziej stwierdził niż zapytał.
- ...Tak ? - Niepewnie zapytałam ?
- A więc zacznę od początku. Ponad tysiąc lat temu na ziemi panował zamęt spowodowany demonami. Wtedy to Jonathan , pierwszy Nocny Łowca wezwał anioła Razjela prosząc go o pomoc. Anioł dał kielich który był napełniony jego krwią, dzięki której każdy kto z niego wypije stanie się pół aniołem, miecz który sprawia że ten kto trzyma rękojeść mówi samą prawdę choćby tego nie chciał i lustro - Jezioro Lynn z którego ten kto spróbuję wody, umrze rychłą śmiercią.
W tej chwili mam duży, duży mętlik !
- Rodzinny kraj nocnych łowców to Idris, a stolicą jest Alicante. Świat nocnych łowców nazywamy światem cieni.
- A co pan miał na myśli mówiąc,, Ja też bym po tym wszystkim uciekł " ?- Coraz większy miałam mętlik w głowie.
- Nie wiem czy powinienem był ci powiedzieć ... Twoja mama powinna Ci wszystko opowiedzieć. - dostrzegłam błysk współczucia w jego oczach. - I mów mi po imieniu, czyli Hodge. Hodge Starkweather. Gdy mi mówią per pan, czuje się starzej.
- Dobrze , Hodge. Proszę opowiedz mi. Cały ten czas byłam okłamywana przez moją mamę. Chcę poznać prawdę.
Błagam Hodge.
- No dobrze. Lepiej usiądź, jeszcze zemdlejesz.
Posłusznie usiadłam.
- Chcesz herbaty ?
- Tak. Dziękuję. - Dostałam herbatkę ziołową już po minucie.
- Zacznijmy od początku.
Już za młodu Jocelyn była zakochana w Valentine'ie. Dlatego w wieku 19 lat za niego wyszła. Joc nie nie zauważała jego , jak Valentine pragnął unicestwić Clave i podziemnych. Clave to coś w rodzaju... Szefów nocnych łowców . Clave obejmuje między innymi Konklawe ze wszystkich stron świata , konsul i przedstawiciele podziemnych - czarowników, faerie czyli wróżki i tym podobne , wilkołaki i wampiry. Nie zbaczając z tematu, Valentine chciał ich wszystkich zmieść z powierzchni ziemi. Uważał, że nocni łowcy są najważniejsi i są " królami" ziemi, a podziemni są tylko skazą. Tymczasem ona kilka miesięcy później zaszła w ciążę. A zgadnij kto był w łonie twej matki ?
- Jonathan...?
- Jonathan Christopher Morgenstern. Teraz to Fray. Tak ?
- Mhm.
- No dobrze. Podczas gdy twoja matka była w ciąży trzy miesiące, Valentine chciał zyskać rozejm z faerie. Wiedział, że wstrzykując Joc krew demona, tworzy potwora ze swojego dziecka, więc postanowił zapłodnić królową faerie, czym zyskał nie tylko wieczny rozejm, ale także silnego potomka.
- Moja mama o tym nie wiedziała? - Byłam zszokowana. Możliwe że mam przyrodnie rodzeństwo ?! Na dodatek starsze ?! A mama się na to godziła ?! I jeszcze na dodatek tego John miał w sobie krew demonów ?!
- Właśnie że nie wiedziała. Jocelyn żyła z nim nieświadoma zdrady Val'a. Gdy urodził się Jonathan, dwa miesiące później przyszła na świat córka Królowej i Morgensterna. Gdy twój brat miał pięć miesięcy, Joc ponownie zaszła w ciążę. Tym razem z tobą. W pierwszym miesiącu ciąży, twoja matka zauważyła zmianę w zachowaniu swojego męża. Krzyczał na nią, nie chciał jej dotykać, ani z nią nie rozmawiał jak na początku, późnymi porami wracał do domu. Raz się zakradła do piwnicy gdzie miał swoje własne laboratorium. Gdy tam weszła spostrzegła różne fiolki z miksturami, krew wampirów, wilkołaków i innych podziemnych. Miał także przykutego anioła do ściany. Wyglądał jak trup. Siedział w jednej pozycji, czyli podkulone nogi i schowane tam ręce i głowa. Skrzydła przestały być tak wyraziste i nieludzko piękne. Były wielkie i szarawe, brudne. Na osobnej półce były słoiki z krwią anioła i demonów. W biurku znalazła dziennik w którym znalazła notatki wykazujące jakie postępy robiła jego córka i swój pierworodny. Wtedy wszystko odkryła. Zdradę i jego plany. Dowiedziała się , że jej syn miał w sobie krew demona, a jej wstrzykiwał krew anioła, tak ja Celine, przyjaciółce Joc.
Gdy uciekła Valentine powiedział że umarła na polowaniu razem z tobą, a Jonathan został porwany, wywieziony do lasu i umarł na zimnie.
Słuchałam tego wszystkiego i nie mogłam się nadziwić. W sumie ja też bym uciekła od ... mojego ... OJCA. Boże, gdyby ktoś mi to powiedział tydzień temu wyśmiałabym go. A teraz ? Próbuję to sobie poukładać w głowie.
- Jak się nazywa moja przyrodnia siostra?
- ERIS.
Eris , Eris , Eris..... Już wiem ! W mitologii greckiej bogini zła, chaosu i niezgody.
- .... A skąd pan to wie ?
- Jocelyn była moją byłą uczennicą. Jedną z najlepszych uczennic jakie miałem razem z Celine i Stephen'em Herondale'ami, Valentine'm, i Maryse z Robertem Lighwood'ami. Byłem z nią blisko, taki starszy przyjaciel , któremu wszystko można wyznać.
- Mogę wrócić do domu ?
Hodge zamyślił się po czym powiedział słowa które utkwiły mi w pamięci :
- Jesteś nocną łowczynią, jak twoja matka. Chciałbym abyś rozpoczęła naukę jako nefilim. A także chciałbym spotkać twoją matkę. Nie widziałem jej dwadzieścia lat... - Nie dokończył , ponieważ w drzwiach biblioteki pojawiła się moja mama z Luke'iem.
- Oh córciu, tak żałuję, że nie ode mnie się wszystkiego dowiedziałaś.
Ta dam !! Oto kolejnya część tego rozdziału. Moji kochani nocni łowcy, niedługo zobaczycie perspektywę ........ Eris. !! ( Też was kocham ❤ ) To ... Na razie 🙋:***
wtorek, 1 listopada 2016
Postacie
No wiem , no wiem nie oceniać mnie xD !!


Victoria (Vee, Vicky) Blackwell (lat 17) Nefilim
Rodzice : Samuel I Agnes Blackwell'owie
Rodzeństwo: Brak
Zarozumiała, uwielbia być w centrum uwagi , zapatrzona w siebie. Zakochana w Jasie.
Rodzice: Arthur I Elaine Moonlight'owie
Rodzeństwo: David Moonlight
Zabawna, przyjacielska. Ufa tylko najbliższym. Musi się do kogos przekonać, by go polubić. Lubi chodzić do pandemonium i alkohol. Kocha brata , lecz tego (nie)okazuje.
Rodzice: Emily I Enrique Montañez'owie
Rodzeństwo: Xander Montañez
Pół hiszpanka, jej rodzice się poznali w Idrysie. Wstydliwa , niesmiała. Uwielbia czytać książki. Kocha swojego młodzego brata i za nim tęskni. Nienawidzi kłamst i kantów. Przez Victorię uwarza się za gorszą, boi się niezrozumienia i nie zdaje sobie sprawy ze swojej urody.
Rodzeństwo: Xander Montañez
Pół hiszpanka, jej rodzice się poznali w Idrysie. Wstydliwa , niesmiała. Uwielbia czytać książki. Kocha swojego młodzego brata i za nim tęskni. Nienawidzi kłamst i kantów. Przez Victorię uwarza się za gorszą, boi się niezrozumienia i nie zdaje sobie sprawy ze swojej urody.
Rodzeństwo: Liv Moonlight
Miły , troskliwy, przyjacielski, zabawny. Typowy smieszek. Dla rodziny zrobiłby wszystko.Wszystkich traktuje z szacunkiem na jaki zasłużył. Uwielbia przesiadywać na dachu instytutu o zachodzie słońca. Czeka na tą jedyną.
Rodzice:Owen Lovelace, Michael (ojczym) I Janet Grayhood
Typowy lowelas. Rozkochaj, przeleć, rzuć - to zasada chłopaka. Odkąd jego matka zostawiła ojca przestał wierzyć w miłosć. Pewny siebie, nie lubi przebywać sam. Uwielbia chodzić do pandemonium. Nikt nie wie, że pali papierosy prócz Davida. Najlepsi kumple a także parabatai.
piątek, 28 października 2016
Rozdział 4
- Nie ma mowy !! Obiecałam pomóc Camowoi. On sobie beze mnie nie poradzi. Będzie załamany. Po za tym ja mam szkołę, John też.
- Usprawiedliwię cię... Albo przepiszę.
- Nawet nie próbuj! Ja nigdzie nie jadę!! I koniec kropka! - Krzyknęłam i wybiegłam. Jak ona mogła ?! Aż tak się niego przestraszyła ? Niedorzeczne!
Gdy doszłam do parku miałam dziwne uczucie, że ktoś mnie śledzi. Zaczęłam słyszeć kroki. Boję się. Przyśpieszyłam. Kroki też przyśpieszylły. Zaczęłam biec co tchu w nogach. Kroki słyszałam cały czas. Dodatkowo były głośniejsze. Poczułam przypływ adrenaliny i odwagi. Nie wiem jak. Powoli się rozchodziła po moim ciele. Wykorzystałam to i się gwałtownie odwróciłam. To co zobaczyłam przeraziło mnie. Stał trzy metry ode mnie jakiś srwór. Miał z pięć metrów wzrostu i był pokryty łuskami w kolorze zgniłej zieleni. Patrzył się mi prosto w oczy tymi wytrzeszczonymi oczami zabójcy. Powoli się do mnie zbliżał na stopach podobnych w połowie do aligatorów w połowie do ptaka zakończonymi ostrymi jak brzytwa pazurami. Stałam sparaliżowana . Z jednej strony byłam ciekawa czym jest , a z drugiej strony się go strasznie bałam. Nagle stanął w miejscu i wy pokazał grymas bólu i strachu. Złapał się za głowę i przewrócił si na trzęsących się nogach. Popatrzył się na mnie ze strachem. Czego się przestraszył, mojego wzroku ?. W tym momencie stała się druga niespodziewana rzecz. Znikąd pojawił się blondyn z przezroczystym , świecącym , długim na całą rękę mieczem. Co się tu dzieje!?! Złotooki rzucił się na leżącego potwora. Skoczył, wykonał, salto i w powietrzu przejechał wzdłuż linii kręgosłupa mieczem. Jak on to ... J-J-Jak ??... Łuskowaty aligatoro-ptak zaczął się trząść by potem zamienić się w popiół. Od nadmiaru myśli i strachu zaczynało mi być słabo. Nim zapadła ciemność zdążyłam poczuć silne ramiona, które mnie łapią.
*****
Zaczynałam mieć świadomość tego co się działo wokół mnie. Moja głowa bolała miłosiernie, na co się lekko skrzywiłam. Oczy wydawały się strasznie ciężkie, przez co nie mogłam ich otworzyć.
- To ta dziewczyna która się z tobą zderzyła, była śledzona przez eidolona i ciebie podsumując ? - głos należał do jakiejś dziewczyny.
- Tak. - Powiedział ... ten blondyn ?!
- O rzesz ! A co jeśli ona jest Nefilim ? - Orzywiła się dziewczyna.
Nefilim ?? A kto to ?? Kojarzę to słowo, tylko nie wiem skąd !
- Iz , naprawdę nie mam pojęcia. Jest taka możliwość, bo skąd mogła mnie widzieć, albo dlaczego ją śledził ten demon ... Razjelu !! Nie dość że mam problemy, które sam muszę wychować, to jeszcze ona !! Idę się przejść...
- Tylko nie wpadnij na kogoś ! - Krzyknęła chyba Iz.
Nie miałam już siły więc zasnęłam.
*****
Nie wiem ile czasu minęło , ale na pnewo za dużo jak na mnie. Postanowiłam w końcu otworzyć te cholerne oczy . Pierwsza próba. Nic. Druga próba. Dalej nic. Trzecia próba. Cholera. Czwarta próba. Bingo !! Lekko odchyliłam oczy., lecz szybko je zamknęłam przez światło z okna.
Gdy się już przyzwyczaiłam do słońca postanowiłam się rozejrzeć, bo na pewno to nie był sen, nie jestem w swoim ukochanym domu , i za chwilę mój brat nie wejdzie przez te drzwi i nie powie ,, Hej Clary ! to był żart ! pamiętaj że zbliżają się twoje urodziny !! też cię kocham ! ,, , choć w tej chwili to było to moje marzenie.
Kontynuując przeanalizowałam cały pokój, mogłam stwierdzić , że przypominał mój pokój.
Toaletka ( w moim domu toaletka to było moje stanowisko do malowania ) , dwuosobowe łóżko, szafa, stolik nocny i miękki puchaty dywan ( w domu miałam perski bez frędzli ).
Trochę dziwne, zwarzając na to , że tu gdzies mieszkał blondyn, który :
- gadał czym jestem , podczas gdy sam zabił w powietrzu jakiegos potwora.
-był piekielnie przystojny.
- moja mama gdy się dowiedziała o nim, chciała mnie wywiesć z John'em na farmę Luke'a, a nawet mnie przepisać ze szkoły ! Absurd !
Z moich przemysleń wyrwało wtargnięcie pięknej brunetki. ( To jest Izzy xD ).
Zawsze chciałam tak wyglądać. Figura modelki, słodka twarzyczka, piękne długie (proste !) włosy i ciemne oczy. Bóg mnie chyba nie kocha, spójrzcie na Johna ! Ciemne oczy i białe włosy. Mama mówi, że ma je po babci ( xD).
Brunetka popatrzyła się na mnie z lekkim zaskoczeniem, entuzjazmem i ciekawoscią. Może to przez mój wygląd. Cóż, nie codziennie spotyka się rudą z zielonymi oczami.
- Hej, jestem Isabelle , a dla przyjaciół po prostu Izzy lub Iz. - usmiechnęła się do mnie.
To ona rozmawiała ze złotookim.
- H-Hej. Clarissa , ale dla wszystkich Clary. - Posłałam jej słaby usmiech.
- Nie bój się . Możliwe że w tej chwili myslisz że zwariowałas. Niestety cię zawiodę. To wszystko się zdarzyło, istienieją demony, wilkołaki, wampiry , wróżki na które mówimy faerie i my , nocni łowcy. Najmodniej ubrani i najładniejsi - wyszeptała mi do ucha. - Więcej ci wyjasni Hodge. Nasz nauczyciel.
- Czy twój i tego blondyna ?
- Jace'a ? Tak . Tak to ten który cię sliedził , z którym się zderzyłas i z który na twoich oczach zabił demona.- uprzedziła mnie przed zadaniem pytania. - On nie jest pępkiem swiata, choć za niego się uważa. Jest jeszcze moi bracia Alec, Max, Jace to mój przyszywany brat, a także Victoria , Catherine, Liv , David i Patrick. Tylko my. Koniec gadania , idziemy, bo jeszcze się zagadam.
To nie było rozgadanie ?! Jak mnie nie zabiją, to ona mnie zabije gdy zacznie się rozkręcać.
Wstałam, na szczęscie w moich ubraniach, i wyszlismy. Ciekawe co teraz robi moja mama z Johnem...
- Usprawiedliwię cię... Albo przepiszę.
- Nawet nie próbuj! Ja nigdzie nie jadę!! I koniec kropka! - Krzyknęłam i wybiegłam. Jak ona mogła ?! Aż tak się niego przestraszyła ? Niedorzeczne!
Gdy doszłam do parku miałam dziwne uczucie, że ktoś mnie śledzi. Zaczęłam słyszeć kroki. Boję się. Przyśpieszyłam. Kroki też przyśpieszylły. Zaczęłam biec co tchu w nogach. Kroki słyszałam cały czas. Dodatkowo były głośniejsze. Poczułam przypływ adrenaliny i odwagi. Nie wiem jak. Powoli się rozchodziła po moim ciele. Wykorzystałam to i się gwałtownie odwróciłam. To co zobaczyłam przeraziło mnie. Stał trzy metry ode mnie jakiś srwór. Miał z pięć metrów wzrostu i był pokryty łuskami w kolorze zgniłej zieleni. Patrzył się mi prosto w oczy tymi wytrzeszczonymi oczami zabójcy. Powoli się do mnie zbliżał na stopach podobnych w połowie do aligatorów w połowie do ptaka zakończonymi ostrymi jak brzytwa pazurami. Stałam sparaliżowana . Z jednej strony byłam ciekawa czym jest , a z drugiej strony się go strasznie bałam. Nagle stanął w miejscu i wy pokazał grymas bólu i strachu. Złapał się za głowę i przewrócił si na trzęsących się nogach. Popatrzył się na mnie ze strachem. Czego się przestraszył, mojego wzroku ?. W tym momencie stała się druga niespodziewana rzecz. Znikąd pojawił się blondyn z przezroczystym , świecącym , długim na całą rękę mieczem. Co się tu dzieje!?! Złotooki rzucił się na leżącego potwora. Skoczył, wykonał, salto i w powietrzu przejechał wzdłuż linii kręgosłupa mieczem. Jak on to ... J-J-Jak ??... Łuskowaty aligatoro-ptak zaczął się trząść by potem zamienić się w popiół. Od nadmiaru myśli i strachu zaczynało mi być słabo. Nim zapadła ciemność zdążyłam poczuć silne ramiona, które mnie łapią.
*****
Zaczynałam mieć świadomość tego co się działo wokół mnie. Moja głowa bolała miłosiernie, na co się lekko skrzywiłam. Oczy wydawały się strasznie ciężkie, przez co nie mogłam ich otworzyć.
- To ta dziewczyna która się z tobą zderzyła, była śledzona przez eidolona i ciebie podsumując ? - głos należał do jakiejś dziewczyny.
- Tak. - Powiedział ... ten blondyn ?!
- O rzesz ! A co jeśli ona jest Nefilim ? - Orzywiła się dziewczyna.
Nefilim ?? A kto to ?? Kojarzę to słowo, tylko nie wiem skąd !
- Iz , naprawdę nie mam pojęcia. Jest taka możliwość, bo skąd mogła mnie widzieć, albo dlaczego ją śledził ten demon ... Razjelu !! Nie dość że mam problemy, które sam muszę wychować, to jeszcze ona !! Idę się przejść...
- Tylko nie wpadnij na kogoś ! - Krzyknęła chyba Iz.
Nie miałam już siły więc zasnęłam.
*****
Nie wiem ile czasu minęło , ale na pnewo za dużo jak na mnie. Postanowiłam w końcu otworzyć te cholerne oczy . Pierwsza próba. Nic. Druga próba. Dalej nic. Trzecia próba. Cholera. Czwarta próba. Bingo !! Lekko odchyliłam oczy., lecz szybko je zamknęłam przez światło z okna.
Gdy się już przyzwyczaiłam do słońca postanowiłam się rozejrzeć, bo na pewno to nie był sen, nie jestem w swoim ukochanym domu , i za chwilę mój brat nie wejdzie przez te drzwi i nie powie ,, Hej Clary ! to był żart ! pamiętaj że zbliżają się twoje urodziny !! też cię kocham ! ,, , choć w tej chwili to było to moje marzenie.
Kontynuując przeanalizowałam cały pokój, mogłam stwierdzić , że przypominał mój pokój.
Toaletka ( w moim domu toaletka to było moje stanowisko do malowania ) , dwuosobowe łóżko, szafa, stolik nocny i miękki puchaty dywan ( w domu miałam perski bez frędzli ).
Trochę dziwne, zwarzając na to , że tu gdzies mieszkał blondyn, który :
- gadał czym jestem , podczas gdy sam zabił w powietrzu jakiegos potwora.
-
- moja mama gdy się dowiedziała o nim, chciała mnie wywiesć z John'em na farmę Luke'a, a nawet mnie przepisać ze szkoły ! Absurd !
Z moich przemysleń wyrwało wtargnięcie pięknej brunetki. ( To jest Izzy xD ).
Brunetka popatrzyła się na mnie z lekkim zaskoczeniem, entuzjazmem i ciekawoscią. Może to przez mój wygląd. Cóż, nie codziennie spotyka się rudą z zielonymi oczami.
- Hej, jestem Isabelle , a dla przyjaciół po prostu Izzy lub Iz. - usmiechnęła się do mnie.
To ona rozmawiała ze złotookim.
- H-Hej. Clarissa , ale dla wszystkich Clary. - Posłałam jej słaby usmiech.
- Nie bój się . Możliwe że w tej chwili myslisz że zwariowałas. Niestety cię zawiodę. To wszystko się zdarzyło, istienieją demony, wilkołaki, wampiry , wróżki na które mówimy faerie i my , nocni łowcy. Najmodniej ubrani i najładniejsi - wyszeptała mi do ucha. - Więcej ci wyjasni Hodge. Nasz nauczyciel.
- Czy twój i tego blondyna ?
- Jace'a ? Tak . Tak to ten który cię sliedził , z którym się zderzyłas i z który na twoich oczach zabił demona.- uprzedziła mnie przed zadaniem pytania. - On nie jest pępkiem swiata, choć za niego się uważa. Jest jeszcze moi bracia Alec, Max, Jace to mój przyszywany brat, a także Victoria , Catherine, Liv , David i Patrick. Tylko my. Koniec gadania , idziemy, bo jeszcze się zagadam.
To nie było rozgadanie ?! Jak mnie nie zabiją, to ona mnie zabije gdy zacznie się rozkręcać.
Wstałam, na szczęscie w moich ubraniach, i wyszlismy. Ciekawe co teraz robi moja mama z Johnem...
wtorek, 11 października 2016
przepraszam
ostatnio strasznie duzżo mam na głowie. Sprawy rodzinne , przez które postanowiłam kogoś uśmiercić. Przynajmniej Clace się już poznało...
rozdział będzie za 5 dni. Przysięgam na Razjela ❤ .
rozdział będzie za 5 dni. Przysięgam na Razjela ❤ .
Rozdział 3
~Jace~
Po ośmiu godzinach siedzenia nieruchomo na ławce w parku, postanowiłem wrócić do instytutu. Maryse z Alec'iem pewnie się martwią. Jak zwykle gdy gdzieś wychodzę sam. Nie rozumiem tego , przecież jestem Herondale. Nie ma na świecie lepszego i zarazem najprzystojniejszego nocnego łowcy na świecie.
Gdy tak szedłem , nagle zostałem powalony na ziemię. Gdy zobaczyłem leżącą na mnie rudowłosą dziewczynkę, na pewno to wyglądało śmiesznie.
Zielonooka i ja trwaliśmy jeszcze tak z pięć sekund , po czym szybko wstała na równe nogi.
- Boże, tak bardzo przepraszam ! Nie zauważyłam cię. Nic ci nie jest? - mówiła a ja nie mogłem się nadziwić , że ma tak piękny głos i że mnie widzi.
- Jakim cudem ty mnie widzisz ?- zapytałem w szoku. Przecież mam na sobie runę!
- Ha ha bardzo śmieszne. Naprawdę cię nie zauważyłam. - przepraszała.
- Masz wzrok ?
Popatrzyła na mnie jakbym powiedział że jestem striptizerem i straciłem prawieczność ze swoją siostrą.
- No przecież nie jestem ślepa. - Rzuciła sarkastycznie.
- Ty nie rozumiesz ..
- To mi wytłumacz ! - przerwała mi.
- Nie zrozumiesz, jesteś za mała - wyznałem.
- Mam 16 lat ! A za tydzień skończę 17. - powiedziała z wyżutem.
- Wyglądasz na młodszą - powiedziałem z rozbawieniem
- Nie dość , że przed chwilą dowiedziałam się potwornej rzeczy, to jeszcze na dodatek wpadam na jakiegoś dupka, który mnie traktuje jak dziecko. A teraz idę bo mam lepsze rzeczy do roboty niż gadanie z tobą. - już miała miała wsiąść swoją deskę, ale jej błyskawicznie zabrałem. Przez chwilę patrzyła się na chodnik po czym powoli podnosząc się zaczęła odwracać.
- O co ci chodzi człowieku !?
- Po pierwsze nie tylko ty dowiedziałaś się okropnej rzeczy, po drugie, - tu się zawiesiłem - czym ty jesteś ?
- Jesteś.... Jesteś .... Psycholem !- wykrzyczała po czym szybko dorwała swoją własność po czym odjechała nie oglądając się.
Jednego byłem pewien. Ja tak tego nie zostawię.
~ Clary~ Gdy jechałam tak sobie, to rozmyślałam o potrąconym przeze mnie blondynie. Boże, jaki on był nieziemsko przystojny. Niczym anioł. Ale chory psychicznie anioł. Postanowiłam wrócić do domu, ponieważ zaczęło mi być zimno i. na dodatek się powoli ściemniało.
Gdy tylko dotarłam do domu otuliło mnie ciepło i zapach gofrów. Uwielbiam gofry mojej mamy, więc czym prędzej się rozebrałam i przeszłam do kuchni.
- Jak tam u Camerona ? Dowiedziałam się , że nie przyszedł do szkoły.- mama z uśmiechem podała mi trzy gofry polane czekoladą , a w dodatku z bitą śmietanę oraz truskawki. Czego chcieć więcej?
- Mamo, - lekko się zawahałam - Cam pojechał na pogrzeb swojej siostry, która miała wypadek samochodowy. Jechała do szpitala chłopakiem , bo rodziła, i wtedy... - nie dokończyłam.
- O jezu córcia ... - Mama podeszła do mnie i przytuliła.
- Mały przeżył. Jako jedyny. Będzie wychowywany przez Eloise i Cama. Obiecałam mu , że go nie zostawię. - powiedziałam pół szeptem.
- Jestem z tego dumna. Pokazałaś , że jesteś lojalną przyjaciółką, i odwagę by p.- tym to mnie pocieszyła.
- Zmieniając temat... Spotkałam w drodze powrotnej jakiegoś psychola - zaczęłam
- Jak to ? - zapytała lekko zaniepokojona.
Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Jej reakcji się nie spodziewałam.
- O Razjelu !
- Co ...?- Dlaczego powiedziała takie coś ? Już gdzieś słyszałam tę imię... Tylko skąd ?
- Powiesz mi dokładnie jak od wyglądał ? Zauważyłaś coś charakterystycznego ? - pytała przerażona.
Jako , że po mamie mam talent artystyczny, łatwo wyłapuje drobnej rzeczy takie jak, gdzie kto ma pieprzyk , czy tesz posiada znamię.
- Miał dziwne tatuarze na szyi. Mogę je narysować ...
- NIE !!! Pojedziemy na farmę Luke'a. Przez jakiś czas musimy się odizolować od miasta.
Po ośmiu godzinach siedzenia nieruchomo na ławce w parku, postanowiłem wrócić do instytutu. Maryse z Alec'iem pewnie się martwią. Jak zwykle gdy gdzieś wychodzę sam. Nie rozumiem tego , przecież jestem Herondale. Nie ma na świecie lepszego i zarazem najprzystojniejszego nocnego łowcy na świecie.
Gdy tak szedłem , nagle zostałem powalony na ziemię. Gdy zobaczyłem leżącą na mnie rudowłosą dziewczynkę, na pewno to wyglądało śmiesznie.
Zielonooka i ja trwaliśmy jeszcze tak z pięć sekund , po czym szybko wstała na równe nogi.
- Boże, tak bardzo przepraszam ! Nie zauważyłam cię. Nic ci nie jest? - mówiła a ja nie mogłem się nadziwić , że ma tak piękny głos i że mnie widzi.
- Jakim cudem ty mnie widzisz ?- zapytałem w szoku. Przecież mam na sobie runę!
- Ha ha bardzo śmieszne. Naprawdę cię nie zauważyłam. - przepraszała.
- Masz wzrok ?
Popatrzyła na mnie jakbym powiedział że jestem striptizerem i straciłem prawieczność ze swoją siostrą.
- No przecież nie jestem ślepa. - Rzuciła sarkastycznie.
- Ty nie rozumiesz ..
- To mi wytłumacz ! - przerwała mi.
- Nie zrozumiesz, jesteś za mała - wyznałem.
- Mam 16 lat ! A za tydzień skończę 17. - powiedziała z wyżutem.
- Wyglądasz na młodszą - powiedziałem z rozbawieniem
- Nie dość , że przed chwilą dowiedziałam się potwornej rzeczy, to jeszcze na dodatek wpadam na jakiegoś dupka, który mnie traktuje jak dziecko. A teraz idę bo mam lepsze rzeczy do roboty niż gadanie z tobą. - już miała miała wsiąść swoją deskę, ale jej błyskawicznie zabrałem. Przez chwilę patrzyła się na chodnik po czym powoli podnosząc się zaczęła odwracać.
- O co ci chodzi człowieku !?
- Po pierwsze nie tylko ty dowiedziałaś się okropnej rzeczy, po drugie, - tu się zawiesiłem - czym ty jesteś ?
- Jesteś.... Jesteś .... Psycholem !- wykrzyczała po czym szybko dorwała swoją własność po czym odjechała nie oglądając się.
Jednego byłem pewien. Ja tak tego nie zostawię.
~ Clary~ Gdy jechałam tak sobie, to rozmyślałam o potrąconym przeze mnie blondynie. Boże, jaki on był nieziemsko przystojny. Niczym anioł. Ale chory psychicznie anioł. Postanowiłam wrócić do domu, ponieważ zaczęło mi być zimno i. na dodatek się powoli ściemniało.
Gdy tylko dotarłam do domu otuliło mnie ciepło i zapach gofrów. Uwielbiam gofry mojej mamy, więc czym prędzej się rozebrałam i przeszłam do kuchni.
- Jak tam u Camerona ? Dowiedziałam się , że nie przyszedł do szkoły.- mama z uśmiechem podała mi trzy gofry polane czekoladą , a w dodatku z bitą śmietanę oraz truskawki. Czego chcieć więcej?
- Mamo, - lekko się zawahałam - Cam pojechał na pogrzeb swojej siostry, która miała wypadek samochodowy. Jechała do szpitala chłopakiem , bo rodziła, i wtedy... - nie dokończyłam.
- O jezu córcia ... - Mama podeszła do mnie i przytuliła.
- Mały przeżył. Jako jedyny. Będzie wychowywany przez Eloise i Cama. Obiecałam mu , że go nie zostawię. - powiedziałam pół szeptem.
- Jestem z tego dumna. Pokazałaś , że jesteś lojalną przyjaciółką, i odwagę by p.- tym to mnie pocieszyła.
- Zmieniając temat... Spotkałam w drodze powrotnej jakiegoś psychola - zaczęłam
- Jak to ? - zapytała lekko zaniepokojona.
Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Jej reakcji się nie spodziewałam.
- O Razjelu !
- Co ...?- Dlaczego powiedziała takie coś ? Już gdzieś słyszałam tę imię... Tylko skąd ?
- Powiesz mi dokładnie jak od wyglądał ? Zauważyłaś coś charakterystycznego ? - pytała przerażona.
Jako , że po mamie mam talent artystyczny, łatwo wyłapuje drobnej rzeczy takie jak, gdzie kto ma pieprzyk , czy tesz posiada znamię.
- Miał dziwne tatuarze na szyi. Mogę je narysować ...
- NIE !!! Pojedziemy na farmę Luke'a. Przez jakiś czas musimy się odizolować od miasta.
niedziela, 2 października 2016
Rozdział II
Po 20 minutach wreszcie dojechaliśmy na parking szkoły. Ogólnie po tylu latach da się odszyfrować , jak nas powitają. Pierwsze miejsce:
- Hej , Johnny ! - Cat gdy tylko podczas swojego patrolu podwórkowego zobaczy nasz samochód, od razu wie co robić.
- Oo , hej Cat. Nie sądziłem że zobaczę - odburkuje z sarkazmem. Czy już wspominałam że John nie chce mieć jak na razie dziewczyny ? Zawsze mi się tłumaczy że szuka tej jedynej. A ona na pewno nią nie będzie
- Dziubciu , co powiesz na to , byśmy po szkole przyszli do mnie się pouczyć - mruczy flirciarsko i myzia go po ramieniu. Fuj!? Ja tu jestem !- Wiesz że jest kartkówka z biologii ? I to już jutro ?- mówi z udawanym wyrzutem.
- Tak wiem i dlatego .... będę się uczyć z Clary ! - Wykrzyczał , a ja spojrzałam na niego z wyrzutem i wściekłością. Ja miałam zamiar jechać do klubu razem z Cam'em !( to najlepszy przyjaciel Clary. Nie na wi dzę Simona !)
- Jak to ? - Cat z otępieniem, irytacją i wyrzutem sztyletowała mnie wzrokiem.
- Przecież ..- Nie pozwolono mi dokończyć.
- Tak , Clary postanowiła mi trochę pomóc, a ja jako dobry brat ,postanowiłem się z nią pouczyć. Chętnie bym się z tobą pouczył .. ale wiesz. NIE WYPADAŁOBY ZOSTAWIĆ SIOSTRY NA LODZIE. - Ostatnie słowa wypowiedział z dużym naciskiem , a ja dalej jak ta idiotka wpatrywałam się w niego. Teraz to masz u mnie przechlapane Jonathanie !
- No cóż ... Może .. Eee .. Następnym razem . - Wydusiła i odeszła ze spuszczoną głową.
Gdy zniknęła w dużych drewnianych drzwiach , rzuciłam mu spojrzenie pełne wyrzutu i złości.
- Jonathanie Christopherze Fray ! Zawsze musisz mnie w to wpakowywać ! Za każdym razem jestem twoją wymówką . - odburknęłam i poszłam, ale zdążyłam usłyszeć :
- Nie wiem co bym bez ciebie zrobił siostrzyczko.
~ Tymczasem w instytucie ~
~Jace~
- Jak to jesteś w ciąży !? - Krzyknąłem na Lilly.
Ciąża!? Dziecko ?! Brak wolności ?!
- No tak to ! Tylko że ja nie chcę tego bachora.
No chyba że do mnie wrócisz to się nim razem zajmiemy. Będziemy szczęśliwą rodziną , weźmiemy ślub i będziemy obserwować jak Nick lub Macy rośnie i jak mamy wnuczęta ! - wykrzyczała uradowana na myśl o .. mnie przy niej. Na kilometr widać że jest chora psychicznie i tylko czeka na jakąkolwiek szansę lub zatrzymaniem mnie przy sobie. I taka szansa się natrafiła.
- Lilliano , ja do ciebie nie wrócę, mimo że będziemy mieć dziecko , i mimo twojej .. - spojrzałem na jej ładne brązową we włosy które pod wpływem słońca były delikatnie rude. Podczas naszego związku bardzo zwracałem uwagę na jej błękitne oczy. Są koloru najciemniejszej , i najzimniejszej zimowej nocy. Figurę to ma , jak każdy nocny łowca , ale rzuciłem ją ze względu na jej psychopatyczny umysł. Na początku śliczna delikatna nieśmiała i milutka, a potem już planuję mi starość. -... urody. I jesteś okropna , mówiąc że porzucisz nasze dziecko...
- A właśnie że porzucę ! Jeśli nie będzie miało ojca ..
- Przecież możesz zamieszkać w instytucie i tu wychowywać nasze dziecko. Nie będziemy co prawda razem , ale maluch będzie blisko , i ciebie , i mnie.
- Nie nie nie , na wychowywanie jakiegoś płaczliwego brudasa ... O nie ja tak nie chcę. Gdy tylko urodzę , czyli za 5 miesięcy , zostawię ci to coś.
- Jak tak możesz mówić ?!
- A mogę , do zobaczenia za 5 miesięcy. - Powiedziała po czym bezceremonialnie wyszła z mojego pokoju.
- Izzy , Alec , Maryse !!! Możecie już wejść ! - Wiedziałem że podsłuchują w pokoju obok dzięki steli i runie słuchu.
Od razu weszli , w sumie tego nie można było nazwał wejściem , oni wpadli do mnie o mało nie wyważając drzwi.
- Boże.
To po pierwsze .
Po drugie:
Zostanę ciocią !
Po trzecie :
Ona jest najbardziej egoistyczną , psychopatyczną i złą osobą , jaką w życiu poznałam . A znam dość duużo osób.- powiedziała moja siostra. Gdy miałem niecałe 8 lat, moi rodzice zostali zabici przez demony , gdy byli na misji. Ktos, nie wiemy tego do teraz, podrzucił mnie z rezydencji, pod instytut.
- Jace musisz wziąść na siebie odpowiedzialność związaną z dzieckiem. Wiem że to trudne , ale pomogę ci. Nauczę cię wszystkiego jak się nim opiekować karmić, przewijać i chronić. Jesteś silnym mężczyzną. Ten maluch w tej chwili ma tylko ciebie, a nic nie zawiniło. - słuchałem tego z otępieniem. Maryse ma racje. Dzieciak ma tylko mnie. Matka psychopatka, w wieku 17 lat zaszła w ciąże z prawie osiemnastoletnim młodym bogiem który może mieć każdą. Super , nie ?
- Wiem... po prostu ... Razjelu ! - z rozgoryczeniem wypowiedziałem imię anioła , po czym zasłoniłem dłońmi twarz i tak rzuciłem się na łóżko.
- Stary, nie wiem do tej pory jakim cudem się przyjaźnimy.
Kilka godzin później postanowiłem się trochę przejść, i ochłonąć. Nie chciałem by jakiś przyziemny mnie zobaczył i mi przeszkadzał , więc nałożyłem sobie runę.
~St. Xavier~8 godzin później ~
~Clary ~
P o lekcjach miałam zamiar jechać do Camerona.
Nie było go w szkole, więc postanowiłam do niego pójsć. Specjalnie powiedziałam Johnowi , żeby jechał beze mnie, a z bagażnika wzięłam moją deskę. Uwielbiam jeździć. Deskorolek mam łącznie trzy , jedna na miasto , druga , nieużywana jest nowym cudeńkiem do mojej kolekcji , a trzecia jest zapasowa i miesci się w bagażniku Betty (CZYT. Beti).
- Pogoda wreście na moją korzyść - myślę z zadowoleniem. Jeżdżę na moim szczęściu odkąd skończyłam osiem lat. Mogę w tedy pomyśleć o ... wszystkim. Zawsze jak jeżdżę, wyobrażam sobie, że latam.Nie ma takiego czegoś jak ziemia, czy grawitacja. Jestem tylko ja i nieprzebyta droga. Życie jest nieustającą drogą, na których jest mnóstwo przeszkód, i tylko od nas zależy , jak je pokonamy.
Gdy doszłam pod dom Blondwłosego, czułam się dziwnie. Jakbym nie powinna tam wchodzić. Odrzuciłam od siebie te myśli i weszłam.Nie muszę pukać. Któregoś pięknego dnia , gdy miałam tylko 12 lat, Eloise - mama Cama - kazała mi od razu wchodzić.
- Przyjaciele mojego syna są moimi przyjaciółmi , a dla mnie pojęcie przyjaciele to rodzina, a rodzina nie musi pukać.
Eloise. Wspaniała kobieta. Czuła , troskliwa , która nigdy nie jest poważna. Taak , ona nigdy do końca nie zostanie dorosła ,mimo czterdziestki.
Po wejściu walnął mnie ponury mrok. Ani śladu nikogo. Weszłam w głąb , lecz nadal pusto. Wbiegłam do pokoju Camerona, pusto. Sypialnia Eloise, pusto. Kuchnia, salon , pokój gościnny , były siostry Cama - Michelle, pusto. Co się do cholery dzieje ?! Zrezygnowana wyszłam. Z Boże ale ze mnie idiotka ! Mam jeszcze telefon ! Ale wtopa...
Wybrałam numer Worrena . Pierwszy sygnał. Drugi trzeci .. Za trzecim razem oddzonił.
- Cam !? Gdzie ty jesteś.
!?
- Clary.. Jestem w Kalifornii.
Mówił podłamanym głosem. L co chodzi ??
- Dlaczego ?
- Na pogrzeb - te słowa już wyszeptał, powstrzymując się od płaczu. Ci się dzieje?!
- Kogo ?
- Michi.. - Wydusił. What ????? Jak to ?? Czyżby ...
- Michelli ?
- Miała wypadek... Jej chłopak jechał z nią do szpitala bo rodziła. Nie zauważyli na skręcie taksówki... - teraz to poleciały mu ły. Czuła to . Michelle , super pomysłowa , pełna dobrej energii dziewczyna .. umarła. I dziecko.
- Boże ... A co z dzieckiem ?
- Karetka przyjechała na czas. Uratowali małego , ale nie zdołali jej.
Czyli dziecko przeżyło. Szczęście bogu.
- Cam tak mi przykro ...
- Rozumiem.
- Przynajmniej mały będzie miał ojca...
- Conor umarł na miejscu.
O żesz.
- Czyli idzie do was ?
- Tak.
- Przynajmniej to wam po niej zostanie.
- Jednocześnie będzie to bolesne i pokrzepiające , że choć taka jej cząstka z nami zostanie. Pomożesz mi przy nim, prawda?
- Nigdy cię nie zostawię samemu na pastwę losu, pamiętaj.
- Wiem , płomyczku.Widzimy się za 3 dni. Pa.
- Pa.- I rozłączyłam się.
Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam płakać.
Szybko wskoczyłam na deskorolkę, i pojechałam z prędkością światła do parku. Gdy jechałam 30 na godzinę nie zauważyłam jego.
- Hej , Johnny ! - Cat gdy tylko podczas swojego patrolu podwórkowego zobaczy nasz samochód, od razu wie co robić.
- Oo , hej Cat. Nie sądziłem że zobaczę - odburkuje z sarkazmem. Czy już wspominałam że John nie chce mieć jak na razie dziewczyny ? Zawsze mi się tłumaczy że szuka tej jedynej. A ona na pewno nią nie będzie
- Dziubciu , co powiesz na to , byśmy po szkole przyszli do mnie się pouczyć - mruczy flirciarsko i myzia go po ramieniu. Fuj!? Ja tu jestem !- Wiesz że jest kartkówka z biologii ? I to już jutro ?- mówi z udawanym wyrzutem.
- Tak wiem i dlatego .... będę się uczyć z Clary ! - Wykrzyczał , a ja spojrzałam na niego z wyrzutem i wściekłością. Ja miałam zamiar jechać do klubu razem z Cam'em !( to najlepszy przyjaciel Clary. Nie na wi dzę Simona !)
- Jak to ? - Cat z otępieniem, irytacją i wyrzutem sztyletowała mnie wzrokiem.
- Przecież ..- Nie pozwolono mi dokończyć.
- Tak , Clary postanowiła mi trochę pomóc, a ja jako dobry brat ,postanowiłem się z nią pouczyć. Chętnie bym się z tobą pouczył .. ale wiesz. NIE WYPADAŁOBY ZOSTAWIĆ SIOSTRY NA LODZIE. - Ostatnie słowa wypowiedział z dużym naciskiem , a ja dalej jak ta idiotka wpatrywałam się w niego. Teraz to masz u mnie przechlapane Jonathanie !
- No cóż ... Może .. Eee .. Następnym razem . - Wydusiła i odeszła ze spuszczoną głową.
Gdy zniknęła w dużych drewnianych drzwiach , rzuciłam mu spojrzenie pełne wyrzutu i złości.
- Jonathanie Christopherze Fray ! Zawsze musisz mnie w to wpakowywać ! Za każdym razem jestem twoją wymówką . - odburknęłam i poszłam, ale zdążyłam usłyszeć :
- Nie wiem co bym bez ciebie zrobił siostrzyczko.
~ Tymczasem w instytucie ~
~Jace~
- Jak to jesteś w ciąży !? - Krzyknąłem na Lilly.
Ciąża!? Dziecko ?! Brak wolności ?!
- No tak to ! Tylko że ja nie chcę tego bachora.
No chyba że do mnie wrócisz to się nim razem zajmiemy. Będziemy szczęśliwą rodziną , weźmiemy ślub i będziemy obserwować jak Nick lub Macy rośnie i jak mamy wnuczęta ! - wykrzyczała uradowana na myśl o .. mnie przy niej. Na kilometr widać że jest chora psychicznie i tylko czeka na jakąkolwiek szansę lub zatrzymaniem mnie przy sobie. I taka szansa się natrafiła.
- Lilliano , ja do ciebie nie wrócę, mimo że będziemy mieć dziecko , i mimo twojej .. - spojrzałem na jej ładne brązową we włosy które pod wpływem słońca były delikatnie rude. Podczas naszego związku bardzo zwracałem uwagę na jej błękitne oczy. Są koloru najciemniejszej , i najzimniejszej zimowej nocy. Figurę to ma , jak każdy nocny łowca , ale rzuciłem ją ze względu na jej psychopatyczny umysł. Na początku śliczna delikatna nieśmiała i milutka, a potem już planuję mi starość. -... urody. I jesteś okropna , mówiąc że porzucisz nasze dziecko...
- A właśnie że porzucę ! Jeśli nie będzie miało ojca ..
- Przecież możesz zamieszkać w instytucie i tu wychowywać nasze dziecko. Nie będziemy co prawda razem , ale maluch będzie blisko , i ciebie , i mnie.
- Nie nie nie , na wychowywanie jakiegoś płaczliwego brudasa ... O nie ja tak nie chcę. Gdy tylko urodzę , czyli za 5 miesięcy , zostawię ci to coś.
- Jak tak możesz mówić ?!
- A mogę , do zobaczenia za 5 miesięcy. - Powiedziała po czym bezceremonialnie wyszła z mojego pokoju.
- Izzy , Alec , Maryse !!! Możecie już wejść ! - Wiedziałem że podsłuchują w pokoju obok dzięki steli i runie słuchu.
Od razu weszli , w sumie tego nie można było nazwał wejściem , oni wpadli do mnie o mało nie wyważając drzwi.
- Boże.
To po pierwsze .
Po drugie:
Zostanę ciocią !
Po trzecie :
Ona jest najbardziej egoistyczną , psychopatyczną i złą osobą , jaką w życiu poznałam . A znam dość duużo osób.- powiedziała moja siostra. Gdy miałem niecałe 8 lat, moi rodzice zostali zabici przez demony , gdy byli na misji. Ktos, nie wiemy tego do teraz, podrzucił mnie z rezydencji, pod instytut.
- Jace musisz wziąść na siebie odpowiedzialność związaną z dzieckiem. Wiem że to trudne , ale pomogę ci. Nauczę cię wszystkiego jak się nim opiekować karmić, przewijać i chronić. Jesteś silnym mężczyzną. Ten maluch w tej chwili ma tylko ciebie, a nic nie zawiniło. - słuchałem tego z otępieniem. Maryse ma racje. Dzieciak ma tylko mnie. Matka psychopatka, w wieku 17 lat zaszła w ciąże z prawie osiemnastoletnim młodym bogiem który może mieć każdą. Super , nie ?
- Wiem... po prostu ... Razjelu ! - z rozgoryczeniem wypowiedziałem imię anioła , po czym zasłoniłem dłońmi twarz i tak rzuciłem się na łóżko.
- Stary, nie wiem do tej pory jakim cudem się przyjaźnimy.
Kilka godzin później postanowiłem się trochę przejść, i ochłonąć. Nie chciałem by jakiś przyziemny mnie zobaczył i mi przeszkadzał , więc nałożyłem sobie runę.
~St. Xavier~8 godzin później ~
~Clary ~
P o lekcjach miałam zamiar jechać do Camerona.
Nie było go w szkole, więc postanowiłam do niego pójsć. Specjalnie powiedziałam Johnowi , żeby jechał beze mnie, a z bagażnika wzięłam moją deskę. Uwielbiam jeździć. Deskorolek mam łącznie trzy , jedna na miasto , druga , nieużywana jest nowym cudeńkiem do mojej kolekcji , a trzecia jest zapasowa i miesci się w bagażniku Betty (CZYT. Beti).
- Pogoda wreście na moją korzyść - myślę z zadowoleniem. Jeżdżę na moim szczęściu odkąd skończyłam osiem lat. Mogę w tedy pomyśleć o ... wszystkim. Zawsze jak jeżdżę, wyobrażam sobie, że latam.Nie ma takiego czegoś jak ziemia, czy grawitacja. Jestem tylko ja i nieprzebyta droga. Życie jest nieustającą drogą, na których jest mnóstwo przeszkód, i tylko od nas zależy , jak je pokonamy.Gdy doszłam pod dom Blondwłosego, czułam się dziwnie. Jakbym nie powinna tam wchodzić. Odrzuciłam od siebie te myśli i weszłam.Nie muszę pukać. Któregoś pięknego dnia , gdy miałam tylko 12 lat, Eloise - mama Cama - kazała mi od razu wchodzić.
- Przyjaciele mojego syna są moimi przyjaciółmi , a dla mnie pojęcie przyjaciele to rodzina, a rodzina nie musi pukać.
Eloise. Wspaniała kobieta. Czuła , troskliwa , która nigdy nie jest poważna. Taak , ona nigdy do końca nie zostanie dorosła ,mimo czterdziestki.
Po wejściu walnął mnie ponury mrok. Ani śladu nikogo. Weszłam w głąb , lecz nadal pusto. Wbiegłam do pokoju Camerona, pusto. Sypialnia Eloise, pusto. Kuchnia, salon , pokój gościnny , były siostry Cama - Michelle, pusto. Co się do cholery dzieje ?! Zrezygnowana wyszłam. Z Boże ale ze mnie idiotka ! Mam jeszcze telefon ! Ale wtopa...
Wybrałam numer Worrena . Pierwszy sygnał. Drugi trzeci .. Za trzecim razem oddzonił.
- Cam !? Gdzie ty jesteś.
!?
- Clary.. Jestem w Kalifornii.
Mówił podłamanym głosem. L co chodzi ??
- Dlaczego ?
- Na pogrzeb - te słowa już wyszeptał, powstrzymując się od płaczu. Ci się dzieje?!
- Kogo ?
- Michi.. - Wydusił. What ????? Jak to ?? Czyżby ...
- Michelli ?
- Miała wypadek... Jej chłopak jechał z nią do szpitala bo rodziła. Nie zauważyli na skręcie taksówki... - teraz to poleciały mu ły. Czuła to . Michelle , super pomysłowa , pełna dobrej energii dziewczyna .. umarła. I dziecko.
- Boże ... A co z dzieckiem ?
- Karetka przyjechała na czas. Uratowali małego , ale nie zdołali jej.
Czyli dziecko przeżyło. Szczęście bogu.
- Cam tak mi przykro ...
- Rozumiem.
- Przynajmniej mały będzie miał ojca...
- Conor umarł na miejscu.
O żesz.
- Czyli idzie do was ?
- Tak.
- Przynajmniej to wam po niej zostanie.
- Jednocześnie będzie to bolesne i pokrzepiające , że choć taka jej cząstka z nami zostanie. Pomożesz mi przy nim, prawda?
- Nigdy cię nie zostawię samemu na pastwę losu, pamiętaj.
- Wiem , płomyczku.Widzimy się za 3 dni. Pa.
- Pa.- I rozłączyłam się.
Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam płakać.
Szybko wskoczyłam na deskorolkę, i pojechałam z prędkością światła do parku. Gdy jechałam 30 na godzinę nie zauważyłam jego.
niedziela, 25 września 2016
Prośba
Jeśli ktoś będzie czytał tego bloga , to bym bardzo prosiła o zostawianie komentarzy. Chciałabym wiedzieć kto czyta moją amatorską twórczość 👌.
Rozdział 1
~Clary~
-Dzieci ! Chodźcie na śniadanie ! - Krzyczy moja mama z kuchni.
Za godzinę mamy iść z Jonathanem do szkoły, w moim języku ... więzienia. Nienawidzę tam chodzić , i nie chodzi mi o lekcję , bo lubię się uczyć , ale chodzi mi o nauczycieli. Na przykład belfer od niemieckiego (boże jak ja ni lubię tego przedmiotu) zamiast nas uczyć , to pisze na tablicy po 3 strony do zeszytu jakieś opowiadanie i nic a nic nie tłumaczy. A i jeszcze musi być grobowa cisza inaczej dostaniesz uwagę. Z moich rozmyślań wyrwał mnie mój kochany braciszek.
- Ty jeszcze w piżamie? - pyta się lekko zdziwiony.
Co prawda to prawda , zawsze byłam porannym ptaszkiem dzięki mojemu budzikowi w kształcie palety malarskiej. Wspominałam już że uwielbiam malować , szkicować , cieniować ,kolorować i konturować?
- Niee , to wytwór twojej wyobraźni - odpowiadam z gestykulacją magika.
- Ha ha ha , bardzo śmieszne , a teraz się ubieraj bo mama nas woła .. - Nie dokończył bo w tedy weszła nasza rodzicielka.
- Na co wy czekacie ? Herbata wystygnie. Migiem ! - Mówi z małą naganą i zniecierpliwieniem.
- Jak widzisz mamuniu , naszą kochaną małą księżniczkę trzeba ubrać. Nie martw się , ja to zrobię . - komentuje z sarkazmem i rozbawieniem mój KOCHANY brat , po czym wchodzi bezceremonialnie w głąb mojego pokoju , prosto pod moją szafę.
-To gdzie jest ten sweterek od cioci Dorothei co dostałaś na święta ? - dodaje John , lecz po chwili obrywa ode mnie poduszką.
-Przestańcie się wygłupiać tylko schodźcie- Powiada Jocelyn , po czym zostawia nas samych.
-Czyś ty zwariował !? Dobrze wiesz że spaliliśmy ten sweter razem - naskakuje na niego gdy tylko zamykają się drzwi. A pro po tego sweterku - wełniany , gryzący , z reniferkiem któremu się świeci się nos po kliknięciu. Miesiąc po świętach pojechaliśmy do lasu z Johnem , rozpaliliśmy ognisko, po czym wrzuciłam do ognia małe narzędzie tortur.
- Wiem. Tylko chciałem się zemścić za to , że zjadłaś całe słodycze które należały do mnie - Odpowiada z rozgoryczeniem John.
- Póki co należały , bo dobrze wiem że chciałeś je zabrać na imprezę u Nicka - dobrze wiedziałam o bibie od organizatora , który się we mnie buja od dwóch lat , po tym jak ściągnęłam aparat na zęby. Debil , usprawiedliwiał się u mojego brata , że nie wiedział że jestem śliczna. Chociaż nie wiem co on we mnie widzi : Rude , marchewkowe włosy , zielone oczy , małe piersi , piegi i niski wzrost. Wokół mnie jest tyle pięknych dziewczyn takich jak na przykład Catherine, moja 'koleżanka' która jest moim całkowitym przeciwieństwem - Czarne , długie , proste włosy , brązowe oczy, wysoka ( głównie dzięki szpilkom ) , szczupła figura modelki i znak rozpoznawczy: Czerwone , krwiste usta.
Jonathan już nic nie powiedział, nie licząc mamrotania pod nosem.
- A teraz wyjdź z łaski swojej i daj mi się ubrać.
Rzucając mi tylko spojrzenie mówiące ,, to jeszcze nie koniec" wyszedł a ja wreszcie mogłam się przebrać. Ubrałam się w koszulkę z logo guns 'n' roses na którą zarzuciłam moją kurtkę w kolorze czarnym, rurki i standardowo trampki koloru białego. Włosy rozczesałam i rozpuściłam i z torbą poszłam do kuchni. Nie maluję się ponieważ wiem że to nic nie da i nie mam zamiaru nosić tapety jak "niektóre" osoby w moim otoczenie. Natura to podstawa.
Po wypitej herbacie z kanapką z szynką i serem wsiadłam do samochodu Jonathana. Tak, pierworodny mojej mamy posiada srebrne BMW. W aucie jak zawsze puściliśmy nasz ulubiony zespół - tak mamy wspólny ulubiony zespół, pewnie się domyślacie - i cicho śpiewaliśmy obserwując otoczenie.
-Dzieci ! Chodźcie na śniadanie ! - Krzyczy moja mama z kuchni.
Za godzinę mamy iść z Jonathanem do szkoły, w moim języku ... więzienia. Nienawidzę tam chodzić , i nie chodzi mi o lekcję , bo lubię się uczyć , ale chodzi mi o nauczycieli. Na przykład belfer od niemieckiego (boże jak ja ni lubię tego przedmiotu) zamiast nas uczyć , to pisze na tablicy po 3 strony do zeszytu jakieś opowiadanie i nic a nic nie tłumaczy. A i jeszcze musi być grobowa cisza inaczej dostaniesz uwagę. Z moich rozmyślań wyrwał mnie mój kochany braciszek.
- Ty jeszcze w piżamie? - pyta się lekko zdziwiony.
Co prawda to prawda , zawsze byłam porannym ptaszkiem dzięki mojemu budzikowi w kształcie palety malarskiej. Wspominałam już że uwielbiam malować , szkicować , cieniować ,kolorować i konturować?
- Niee , to wytwór twojej wyobraźni - odpowiadam z gestykulacją magika.
- Ha ha ha , bardzo śmieszne , a teraz się ubieraj bo mama nas woła .. - Nie dokończył bo w tedy weszła nasza rodzicielka.
- Na co wy czekacie ? Herbata wystygnie. Migiem ! - Mówi z małą naganą i zniecierpliwieniem.
- Jak widzisz mamuniu , naszą kochaną małą księżniczkę trzeba ubrać. Nie martw się , ja to zrobię . - komentuje z sarkazmem i rozbawieniem mój KOCHANY brat , po czym wchodzi bezceremonialnie w głąb mojego pokoju , prosto pod moją szafę.
-To gdzie jest ten sweterek od cioci Dorothei co dostałaś na święta ? - dodaje John , lecz po chwili obrywa ode mnie poduszką.
-Przestańcie się wygłupiać tylko schodźcie- Powiada Jocelyn , po czym zostawia nas samych.
-Czyś ty zwariował !? Dobrze wiesz że spaliliśmy ten sweter razem - naskakuje na niego gdy tylko zamykają się drzwi. A pro po tego sweterku - wełniany , gryzący , z reniferkiem któremu się świeci się nos po kliknięciu. Miesiąc po świętach pojechaliśmy do lasu z Johnem , rozpaliliśmy ognisko, po czym wrzuciłam do ognia małe narzędzie tortur.
- Wiem. Tylko chciałem się zemścić za to , że zjadłaś całe słodycze które należały do mnie - Odpowiada z rozgoryczeniem John.
- Póki co należały , bo dobrze wiem że chciałeś je zabrać na imprezę u Nicka - dobrze wiedziałam o bibie od organizatora , który się we mnie buja od dwóch lat , po tym jak ściągnęłam aparat na zęby. Debil , usprawiedliwiał się u mojego brata , że nie wiedział że jestem śliczna. Chociaż nie wiem co on we mnie widzi : Rude , marchewkowe włosy , zielone oczy , małe piersi , piegi i niski wzrost. Wokół mnie jest tyle pięknych dziewczyn takich jak na przykład Catherine, moja 'koleżanka' która jest moim całkowitym przeciwieństwem - Czarne , długie , proste włosy , brązowe oczy, wysoka ( głównie dzięki szpilkom ) , szczupła figura modelki i znak rozpoznawczy: Czerwone , krwiste usta.
Jonathan już nic nie powiedział, nie licząc mamrotania pod nosem.
- A teraz wyjdź z łaski swojej i daj mi się ubrać.
Rzucając mi tylko spojrzenie mówiące ,, to jeszcze nie koniec" wyszedł a ja wreszcie mogłam się przebrać. Ubrałam się w koszulkę z logo guns 'n' roses na którą zarzuciłam moją kurtkę w kolorze czarnym, rurki i standardowo trampki koloru białego. Włosy rozczesałam i rozpuściłam i z torbą poszłam do kuchni. Nie maluję się ponieważ wiem że to nic nie da i nie mam zamiaru nosić tapety jak "niektóre" osoby w moim otoczenie. Natura to podstawa.
Po wypitej herbacie z kanapką z szynką i serem wsiadłam do samochodu Jonathana. Tak, pierworodny mojej mamy posiada srebrne BMW. W aucie jak zawsze puściliśmy nasz ulubiony zespół - tak mamy wspólny ulubiony zespół, pewnie się domyślacie - i cicho śpiewaliśmy obserwując otoczenie.
Wstęp
Na tym blogu będzie historia Nocnych łowców z Darów Anioła. W skrócie : Jocelyn uciekła nie tylko z Clary ale i Jonathanem. Prowadzą życie przyziemnego. Jak na razie tylko tyle możecie wiedzieć. 😉 Too ..... Zapraszam .
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Zapamiętaj
- Elise Herondale
- TO że nie okazuję moich uczuć , nie oznacza że ich nie mam . Wręcz przeciwnie. Przerastają mnie.





